FANDOM


Perspektywa Anji Edytuj

Ostatni tydzień minął spokojnie. Pod pojęciem spokojnie, rozumiem oczywiście brak nieproszonych gości w mojej głowie. Osvir więcej się we mnie nie wlampiał, tylko zgrywał fajnego nauczyciela. Doskonale jednak wiedziałam, że cały czas dyskretnie mnie obserwuje. Ja natomiast regularnie sprawdzałam stan jego myśli i wyglądało na to, że gość jest chory na nieuleczalną i niezwykle rzadką discopolomanię złośliwą.

Również głowa Ady była przeze mnie dość często odwiedzana z ta różnicą, że robiłam to subtelnie, wręcz niewykrywalnie i zamiast dokładnie przeglądać wszystkie myśli, obserwowałam jedynie te bieżące. Było to dość ciekawą alternatywą na języku polskim. Było to dość ciekawe doświadczenie, bo jeszcze nigdy nie próbowałam podsłuchiwać kogoś kilka godzin pod rząd, przez kilka dni, a tym bardziej człowieka. Wysłuchiwanie więc rozważań jakieś nastolatki na temat książki było dla mnie intrygującą odmianą. Mimo tego, że z myślami Ady się kumplowałam, z samą Adą nie byłam w stanie. Co gorzej, okazało się, że jest straszną kujonką. Zgłaszała się prawie non stop, mimo, iż nad odpowiedzią zastanawiała sie max trzy sekundy. Tak więc stało się jasne, choć niepisane, że jesteśmy rywalkami.

Kolejna ciekawostką dotyczaca obiektu mojej wzmożonej antypatii było to, że dziwczyna notorycznie znikała tuż przed lekcjamy W-F-u i pojawiała się tuż po. Następnego dnia zawsze miała usprawiedliwienie od rodziców. Nie udało mi się jednak wyłapać, o co chodziło. I nigdy nie przechodziła obok pokoju nauczycielskiego, ani sali gimnastycznej. tak, jakby unikała sportu. Albo raczej... Osvira Drakenurka... Również baba od polaka, panna Jandra, ostatnio coraz częściej robiła nam kartkówki. Chociaż to akurat było małe piwo. Póki jednak to wszystko pozostawało niewyjaśnione, postanowiłam nie ujawniać przed Osvirem moich umiejętności na W-F-ie. Robiłam za przeciętniarę, która czasem spali, czasem zepsuje serw. W biegach trzymałam się w czołówce, ale nie prowadziłam.

Aż w końcu nadszedł piątek, czyli wychowawcza. Skalska wymyśliła sobie, ponoć na prośbę plastyczki, która sie rozchorowała, żebyśmy skończyli nasze prace o największym marzeniu. Wyciągnęliśmy nasze prace i materiały z ogólnej szafy. To jedynie lubię w mojej klasie, że nie niszczy cudzych rzeczy, anie nie "pożycza". Rozłozyłam na stole gazetę, a Ada przyniosła wodę.

Tak pochłonęło mnie wykańczanie oka Nocnej Furii, a dokładnie swojego, że mimo iż słyszałam wołanie Jagody, nie zarejestrowałam go. Nagle dźgnięcie długopisu we wrażliwe miejsce pod łopatką spowodowało moje poderwanie się do pionu i trącenie stołu. Klasa ryknęłam śmiechem. Okręciłam się z morderczą miną w stronę przestraszonej dziwczyny i siedzącej obok Yue. Moje źrenice zrobiły się cienkie jak kreski. Obrzuciłam uczniów najgroźniejszym spojrzeniem na jakie mnie było stać i momentalnie nastała grobowa cisza. Niektórzy nawet wstrzymali oddechy. Lubię, kiedy się mnie boją. Cudem hamowałam sie przed warknięciem na Jagodę. A potem w mojej głowie rozbrzmiały siarczyste wiązanki Ady i zwróciłam na nią swoją uwagę. Dotarło do mnie, że podrywając się trąciłam stół, co spowodowało wylanie się brudnej wody wprost na jej pracę.

- Wybacz, nie chciałam... - Mruknęłam pod nosem przepraszjące słowa, chociaż wcale nie miałam wyrzutów sumienia czy czegoś podobnego. To tylko człowiek. Niedługo i tak umrze. Nocne Furie żyją spokojnie ponad trzysta lat, kiedy dodac do tego trochę mniej niż sto ludzkich, wychodzi czterysta lat życia pół-smoka.

- Co się tam dzieje? - Nauczycielka zaniepokoiła się podejrzaną i nigdy niespotykaną ciszą w naszej klasie. Zwróciłam swoją osobę w stronę tablicy.

- Niechcąco zniszczyłam pracę Adrianny, za co bardzo przepraszam. - Wyrecytowałam spokojnym głosem, na co "poszkodowana" prychnęła gniewnie, mamrocząc pod nosem dałabym głowę jakieś smocze przekleństwa. Postanowiłam nie zawracać tym sobie teraz głowy.

- Eeee... No dobrze... - Skalska chyba nie spodziewała się, że będę taka grzeczna. - Ale zostaniesz po tej lekcji i posprzątasz po klasie. - Próbowała być śmiertelnie poważna i stanowcza, ale niezbyt jej to wychodziło. Prędzej powiedziałabym, że trzęsła się jak osika, kiedy cały czas wbijałam w nią wzrok, a moje źrenice nadal miały nieludzki kształt. Kiedy tak na nią patrzyłam, zupełnie traciła pewność siebie. Chyba zaczęła się mnie bać tak na serio. Usiadłam więc, by dokończyć moją pracę. Zajęło mi to tylko kilka sekund, więc sprzątnąwszy stół - Ada wściekle pomięła swój malunek i siedziała obrażona - zabrałam się do kończenia szkicu Hyacinthina. Chwilę później zadzwonił dzwonek i uradowani - w większości, złośnica wyszła naburmuszona - wypłynęli z klasy nie tykając nawet swoich bałaganów. To dla mnie pestka. Skalska poszła na dyżur, więc nie musiałam się krepować i śmigając po klasie w tę i z powrotem, szybciej niż człowiek, zostawiłam klasę błyszczącą już po pięciu minutach. Skierowałam swoje kroki do łazienki. Tam niestety, czekała mnie niemiła niespodzianka, a dokładnie Ada. Załozyłam na twarz wyćwiczonego, odpychającego Pocker Face'a i podeszłam do umywalki, w celu umycia rąk. Nie odkreciłam nawet kurka, kiedy dziewczyna skoczyła ku mnie i przyparła do ściany, trzymając z bluzkę i przygniatając przedramieniem. Uderzyłam głową o ścianę i chyba ściana sie deczko pokruszyła... ...Silna jest... - Chyba coś ci wypadło. - Wyjęła z za siebie mój rysunek Kwiatka i pomachała mi nim przed nosem. Jakim cudem nie zauważyłam, że mi go podwędziła...? Sprawdziłam jej myśli. Miała zamiar go podrzeć. Wezbrał we mnie niepohamowany gniew.

- W takim razie dziękuję, że go znalazłaś. - Z zaciśniętymi zębami siliłam sie na grzczność, nadal trzymana przy ścianie.

Wtedy puściła mnie i nim zdążyłam zareagować podarła w strzępy mój rysunek i dała po dodę, następnie miętosząc to, co z nigo zostało wrzuciła do kibla i spuściła wodę. Zdusiłam w sobie chęć rzucenie sie jej do gardła. Okay, fakt. Nie lubię zabijać. Ale zabijać zwierząt. Ludzie... To już inna kwestia. W końcu niejeden stracił przeze mnie życie lub zdrowie. na nich mi w ogóle nie zależy. Nie mam też z tego powodu żadnego dyskopmfortu czy poczucia winy. Nie przyznaję się do nich, nie jestem jedną z nich. Jestem smokiem. A do tego należy dodać, że jako istota niestabilna, nieustannie się transformująca, mam tez niestabilny nastrój i nerwy, za czym idzie wybuchowość. Łatwo mnie wkurzyć szczególnie, kiedy mam do czynienia z taką kretyńską okularnicą. ...Co ona sobie myśli...?! Że smoki to sobie można tak w szkole rysować...?! ....Żeby ktoś je jeszcze zobaczył...? ...Co za idiotka...! - Wyczytałam z jej myśli.

...A co...? Miałabyś mi zabronić...?! ...Co ona ma do mnie i do smoków...?! ...Mam jej już serdecznie dosyć...! ...Ej... czemu ona tak dziwnie pachnie... Jakby... Lasem... - Wciągnęłam jeszcze raz powietrze. - ...I smokami...?! - Nie.... Może po prostu jest na tyle szurnięta, że chodzi do lasu, w którym "straszy"...   Prychnęłam lekko zdezorientowana i porządnie wpieniona zrezygnowałam z mycia rąk i szybciej niż by wypadało, czyli szybciej niż może człowiek, podążyłam w stronę wyjścia. Zaraz za szkołą zaczęłam biec, w stronę leśnej bariery. Usłyszałam za sobą Adę. ...Tak się bawimy...? Śledzenie...? Dobrze...! Zobaczysz... Że popełniłaś wielki błąd...! - Pomyślama sobie i przyspieszyłam. Dziesięć minut później, pięć kilometrów wgłąb lasu zatrzymałam sie gwałtownie, rozkopując ściółkę leśną. I wtedy znów to poczułam. Swędzenie z tyłu głowy, gdzieś w środku, jakby ktoś nie podsłuchiwał, a szperał i dokładnie oglądał moje myśli. Oczyściłam umysł ze zbędnych śmieci i postanowiłam zakończyć sprawę tajemniczego złodzieja myśli. ...PRZESTANIESZ W KOŃCU GRZEBAĆ W MOJEJ GŁOWIE...?! - Rozdarłam się na cały regulator mojego mentalnego głosu wiedząc, że jeżeli mi odpowie, a zrobi to na pewno, biorąc pod uwagę, że nie był profesjonalistą - tacy potrafią jedną myślą burzyć mury mentalne swoich ofiar - dowiem się, kim jest, poznając go po głosie. ...Co robisz w MOIM lesie...?! - Rozbrzmiał mi w głowie żeński głos... ADY. Jak mogłam się nie domyślić...? Za chwilę wynurzyła sie z gęstych zarośli. Nie wytrzymałam. Nawet o tym nie myśląc, zmieniłam się w smoka i zaatakowałam zszokowaną dziweczynę. Stała jakby zapuściła korzenie. Skoczyłam ku niej jak błyskawica i przekoziołkowałam, trzymając ją w szponach, łamiąc przy tym kilka drzew. Przygwoździłam ją do ziemi i już, kiedy chciałam ją spopielić plazmą, zmieniła się w Furię, odrzucająć mnie do tyłu. Wylądowałam na łapach i w głośnych smoczych wrzaskach zaczęłyśmy się okrążać. Jak mogłam na to nie wpaść?! Przecież nawet pachniała smokami! No trudno, teraz sie policzymy. Wydałam z siebie najgłośniejszy ryk, jaki kiedy kolwiek w życiu osiągnęłam, płosząc dosłownie wszystkie żywe stworzenia w promieniu kilku kilometrów i niepokojąc ludzi. - TO JEST MÓJ LAS JUŻ OD PIĘTNASTU LAT!!! - Zawołałam głosem Alfy. Skuliła się trochę, ale zaraz otrząsnęła. Była ode mnie nieco drobniejsza a po jej łuskach w słońcu błąkał sie ciemnozielony. Jej nienaturalnie nawet jak na Nocną Furię poszerzone źrenice zwężyły się, ale wziąż pozostawały szerokie. Oczy były szare, a wokół źrenic widniał zielonkawy pierścień.

Krążyłyśmy wokół siebie z warkotem, kłapiąc od czasu do czasu. Postanowiłam skończyć tą dziecinadę i wybudowałam szybko mentalną ochronę, by nie słyszała moich planów taktycznych. Zmarkowałam atak, ale jednynie ją drasnęła, zdążyła zrobić unik. Na czubkach pazurów miałam jakąś złotą maź. Z zadowoleniem stwierdziłam że jej łuski mają tę samą twardość, co u zwykłej Furii, a więc miałam olbrzymią przewagę. No i odkryłam, że pół-smoki mają złotą krew. Zaryłam łapami w ziemię, a zaraz potem poczułam jak zęby Ady na moim karku, a głośny zgrzyt oznajmił jej o mojej "niezniszczalności". Sapnęła z srustracją. Wykorzystałam to i powaliłam na ziemię, chwytając jednocześnie za miękkie podgardle. Nie chciąłm jej zabijać, tylko pokazać, kto tu rządzi. Była w końcu na MOIM terenie i dziwne, ze mnie nie wyczuła.  Do mojego pyska polała się złota słodka ciecz... Była taka pyszna... Nie mogę się temu poddać...! Szybko rzuciłam nią o drzewo, co spowodowało jego złamanie się.

Oblizałam wargi, bo ta krew serio była smaczna. ...I pomyśleć, że ja też taką mam...! Z cichym stęknięciem podniosła się z ziemi i skoczyłyśmy ku sobie, kąsając się i drapiąc się zajadle, czemu towarzyszyły porykiwania, syczenie i zgrzyty, kiedy Ada próbowała zadać mi ranę. Kotłowałyśmy się tak, łamiąc okoliczne drzewa. Ludzie w mieście myśleli, że to jakieś dzikie psy albo wilki. wiem, co myśleli, bo słyszałam jak ktoś zastanawiał się nad wezwaniem hycla. Walczyłam dużo lepiej. Raz, że nie mogła mi nic zrobić a dwa, to lata trenowania najgroźniejszej sztuki walki, JIU-JITSU. oprócz tego regularne treningi w postaci towarzyskich potyczek dla sportu z przypadkowymi smokami i bratem. Wreszcie oderwałyśmy się od siebie, dyszac ciężko, bynajmniej nie ze zmęczenia, a z wściekłości. Znów zaczęłyśmy taniec.

- Dlaczego mnie podłuciwałaś?! - Warknęłam otwierając szeroko paszczę. Tak wpieniona to jeszce nigdy nie byłam. No może nie licząc kilku furii.

- A dlaczego ty podsłuchiwałaś mnie?! - Zawyła.

- Dlaczego podarłaś mi rysunek?! - Kłapnęłam na nią zębami. Zmarszczyła nos sycząc. Nie odpowiedziała. - Po co mnie śledziłaś?!

- Bo narysowałaś Nocną Furię!

- No i? - Prychnęłam gniewnie, ale spuściłam trochę z tonu. Złość powoli mnie opuszczała. Wyładowałam się, więc gniew ulatywał w eter. Nie można tego jednak powiedzieć o mojej przeciwniczce. Wciąż okrążając się przyjrzałam się jej ukradkiem. Z kilku miejsc ciekła jej piękna złota krew. Wręcz hipnotyzująco piękna. Oprócz czarnego i niebieskiego moim ulubionym kolorem jest złoty.

- No i? NO I?! Przecież ludzie nie mogą wiedzieć o nas, o smokach!? Czy jesteś aż tak głupia, że na to nie wpadłaś?! - Pokręciła łbem z wyższością. Oczywiście rozmawiałyśmy cały czas po smoczemu.

- Thaaaa.... - Parsknęłam. - A filmu nie kojarzysz? O ile się nie mylę, tam też jest Nocna Furia. Jak wytresowac smoka, halo! - Zamachnęłam się ogonem z rozdrażnieniem. - Tam tez są smoki! Czy jesteś aż taka głupia, że na to nie wpadłaś? - Zacytowałam ją i przekrzywiłam głowę, napawając się jej irytacją. Mnie nikt nie przegada. Przymrużyła oczy szukając jakiejś ciętej riposty, tymczasem ja atakowałam dalej. - I co jest nie tak z Osvirem? Nie ma cię na W-F-ie.

W ferworze walki zupełnie zapomniałam o bożym świecie i dopiero teraz usłyszałam kroki. Momentalnie się naprężyłam i cofając się odnalazłam punkt, z którego za chwilę miał się wyłonić nieproszony. Nagle na moich oczach Ada padł ana ziemię, nieprzytomna. Okręcałam się na tyłku się zupełnie zdezorientowana, szukająz zagrożenia. Nagle moje zmysły jakby odmówiły mi posłuszeństwa. Zdałam sobie sprawę, że poraz pierwszy znalazłam się w PRAWDZIWYM niebezpieczeństwie. Serce łomotało mi jak diabli. W życiu się tak nie bałam. Ja się nigdy nie bałam. A teraz panikowałam, nie mogąc zobaczyć mojego wroga.

Usłyszałam szelest, wyczułam ruch i delikatny świst powietrza przestrzegł mnie przed atakiem, ale nie byłam w stanie zrobić uniku. Coś wylądowało mi na grzbiecie i nim zdążyłam to zrzucić, tuż pod moimi środkowymi płatami czujkowymi poczułam straszny gorąc, który przemienił się w nieprzyjemne drętwienie  a wszystko w ciągu sekundy rozeszło się po całym moim ciele, zupełnie mnie paraliżując. Następnie zalała mnie ciemność.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki